MASOWE ZWOLNIENIA W TURYSTYCE

mrot-tarcza-antykryzysowa-lifebelt-4148444-pixabay„Tarcza antykryzysowa” nie uratuje turystyki. Umorzenie składek na ZUS dotyczy tylko mikroprzedsiębiorców, zaś przejęcie leasingów przez ARP – największych przewoźników. Dopłaty do pensji na poziomie 40 czy 50 proc. nie ratują firm pozbawionych całkowicie przychodów. W branży zaczynają się masowe zwolnienia.


Opublikowanie projektu tzw. tarczy antykryzysowej pozbawiło złudzeń dużą część przedsiębiorców turystycznych. Rozwiązania przeznaczone dla wszystkich, nie zaś skierowane sektorowo, nie pomogą tym najbardziej potrzebującym: hotelarzom, przewoźnikom, agentom turystycznym i innym przedsiębiorcom żyjącym z podróży. Dopłaty do połowy pensji dla pracowników nie uchronią przed zwolnieniami w firmach, które nie mają przychodów. Umorzenie składek ZUS nie dotyczy małych i średnich przedsiębiorców, czyli większości branży. Już zaczynają się zwolnienia, zaraz zaczną się upadłości.

Zwolnienia już się zaczęły

„Myślę, że wszyscy czekali z nadzieją na 30 marca, teraz będą musieli zwolnić ludzi. My rozstajemy się z częścią zespołu i tniemy koszty jak się da. Zatrudniam 100 osób, wypowiedzenia jestem zmuszony wręczyć ok 20-30 proc. z nich. Część będzie na urlopach. Pod koniec kwietnia, jeśli nic się nie zmieni, być może będą kolejne zwolnienia. Prowadzę biuro przyjazdowe, firmę transportową, obiekty noclegowe. Mam 100 proc. spadku obrotów, wszystko stoi zamknięte, puste, samochody nie jeżdżą” – mówi Piotr Laskowski, właściciel UTC Tour Operator i prezes Krakowskiej Izby Turystyki.

Czy skorzysta z tarczy antykryzysowej?

„Zastanawiam się nad 40 proc. dofinansowania do pensji w ramach postojowego. Tylko że nie wiem, kiedy sytuacja ulegnie zmianie i zaczną się zlecenia. A warunek skorzystania z pomocy jest taki, że po dopłacie przez trzy miesiące nie będę zwalniał pracowników. Tymczasem ja mogę być do tego zmuszony i wtedy będę musiał zwracać tę pomoc, co jeszcze pogorszy sytuację” – wyjaśnia.

Redukcja personelu to pierwsze kroki podjęte przez przedsiębiorców pozbawionych widoków na utrzymanie płynności finansowej i realną pomoc ze strony rządu. Andrzej Olszewski, pomysłodawca i właściciel Żywego Muzeum Piernika, przyznaje, że musiał zwolnić 50 proc. pracowników, w większości pracujących na etacie. Jego najważniejsi klienci to wycieczki szkolne, a te są anulowane na razie do końca czerwca. Około 5 proc. klientów zadeklarowało przeniesienie terminu imprezy, jednak również prawie 5 proc. klientów agresywnie domaga się zwrotu zadatku.

Już bankrutować czy czekać?

Z agresją, a czasami wręcz hejtem ze strony klientów boryka się coraz więcej firm. Artur Grocholski, właściciel biura E-lastminute.pl, podkreśla, że przedłużająca się zwłoka rządu w uruchomieniu pakietu pomocowego, sprawia, że klienci nie wierzą w rychłą poprawę sytuacji w biurach podróży. Pojawia się wielka nerwowość. Owszem, kilku turystów zgodziło się na zmianę terminów z kwietniowych na wrześniowe, ale dotyczy to niewielkiego odsetka.

Katastrofalną wizję mają przed sobą przedsiębiorcy świadczący usługi transportowe. Stają przed dylematem: zwalniać ludzi, zadłużać się, czy już ogłaszać upadłość? Banki nie chcą udzielać kredytów nawet pod zastaw majątku. Przedsiębiorcy tracą dorobek życia, a ich wieloletni pracownicy – źródło utrzymania.

„Nie mamy perspektyw na zmianę sytuacji. Nie nadużyję sformułowania, jeśli powiem, że jesteśmy w stanie klęski żywiołowej. Rozumiem, że dużo firm ma zastój, ale drobne usługi, handel – to wszystko ruszy zaraz po zniesieniu kwarantanny. Turystyka będzie się odradzała miesiącami. Przy naszych marżach na poziomie kilku procent nie jesteśmy w stanie odłożyć na to, żeby przez pół roku utrzymywać firmy przy zerowym przychodzie” – tłumaczy Marcin Wojnarowski z firmy Transtour.

Firma i pracownicy czy rodzina i czynsz?

Firmę transportową, obsługującą głównie turystów zagranicznych przylatujących do Krakowa, budował przez 20 lat. Rozwijał się polegając na ciężkiej pracy, kupując coraz to nowe pojazdy, biorąc leasingi, zatrudniając ludzi. Dziś, po 15, 10 latach współpracy musi ich zwalniać. Wie, że mają na utrzymaniu rodziny, tak jak on. Chce zaczekać przynajmniej do świąt.

„Muszę sam utrzymywać rodzinę, nie mogę zadłużać się w nieskończoność. Za miesiąc będę musiał podejmować bardzo trudne decyzje. Mam 12 tys. zł miesięcznie rat za leasing, ZUS do odprowadzenia za pracowników, pensje do wypłacenia. Same koszty osobowe to około 60 tys. zł miesięcznie. Tymczasem marzec zamknęliśmy już na stracie, przychody spadły o 80 proc. Dopłaty do wynagrodzeń nic nam nie dadzą – nie mamy skąd wziąć reszty kwoty na pensje. Z ZUS nie zostaliśmy zwolnieni, bo zatrudniamy więcej niż 9 osób. Już nie zastanawiam się, czy zamknąć firmę, ale kiedy to zrobić – ze względu na pracowników” – wyjaśnia.
Przed nimi pół roku bez klientów

Maile przychodzą codziennie – wszystkie dotyczą anulacji. Na maj, na czerwiec.

„Sytuacja jest katastrofalna. Dlaczego jesteśmy traktowani na równi z małymi zakładami? Wiem, że wszystkim jest ciężko, ale nasza branża nie będzie miała szansy odrobić strat tuż po zakończeniu epidemii. Nie otworzymy się po świętach, a nawet jeśli dotrwamy do czerwca, to i tak turystów wtedy jeszcze nie będzie. Szczególnie w Krakowie i innych miejscach żyjących z turystyki skala biznesu jest tak ogromna, że nie może pozostać niezauważona” – dodaje.

Z KRUS zwolniono rolników, z ZUS – małe firmy, które mimo epidemii mają klientów. Tych, których zapaść dotyczy najbardziej i którzy stoją na krawędzi upadłości, pomoc ma nie obejmować.

„Jesteśmy poza nawiasem tej ustawy. Do turystyki powinna być skierowana pomoc sektorowa. U nas może się sprawdzić najczarniejszy scenariusz. Przed nami miesiące dokładania 100 proc. do biznesu.” – uważa Marcin Wojnarowski.

Przejęcie leasingów nie dla turystyki

Firmy transportowe czekały na realizację zapowiedzi, zgodnie z którą będzie można przenieść leasing do Agencji Rozwoju Przemysłu. Jednak rozwiązanie to skierowane zostało do wąskiego grona firm i obwarowane warunkami, których nie spełnią firmy zajmujące się przewozem osobowym w turystyce.

„W ustawie pomocowej do leasingobiorców adresowany jest projekt ulokowany w Agencji Rozwoju Przemysłu. Ta zasila leasing środkami i zachęca klientów, żeby przenieść do siebie zadłużenie. Ale wydaje mi się, że dotyczy to tylko transportu ciężkiego. Chodzi o pojazdy nie starsze niż trzy lata oraz firmy obsługiwane przez pełną księgowość, są też warunki finansowe dotyczące zyskowności za rok 2019” – wyjaśnia Andrzej Krzemiński ze Związku Polskiego Lesingu.

„Jestem przekonany, że ofertę dla firm turystycznych będą miały firmy leasingowe i radzę w pierwszej kolejności zwrócić się do nich. Jest wola branży leasingowej, żeby pomóc klientom przetrwać, odroczyć raty kapitałowe, utrzymać sprzęt” – dodaje.

Marcin Wojnarowski wyjaśnia, że owszem, może skorzystać z odroczenia, ale potem zamiast 12 tys. zł miesięcznie będzie musiał spłacać większą ratę. Tymczasem nie ma pewności co do tego, kiedy ruch turystyczny zostanie przywrócony i kiedy firmy żyjące z turystyki będą w ogóle mogły regulować swoje zobowiązania.

Banki nie chcą już nawet nieruchomości pod zastaw

Według Andrzeja Kindlera, prezesa biura Szarpie z Olsztyna, wiceprezesa PIT, turystyka być może podniesie się w przyszłym roku. Trzeba bowiem według niego wziąć pod uwagę element psychologiczny – ludzie będą się obawiać podróżowania. Poza tym po kilku miesiącach pandemii realne bezrobocie może sięgnąć 15 proc., a ludzie pracujący będą woleli trzymać pieniądze w rezerwie niż wydawać je na konsumpcję, w tym na podróże.

„Tegoroczny sezon wycieczkowy jest stracony, może w sierpniu będą jakieś resztki zleceń. W przyszłym roku branża może liczyć na 30-40 proc. liczby klientów z 2019” – szacuje Andrzej Kindler.

Według niego jedynym ratunkiem byłoby umożliwienie konkretnej pomocy bankowej w postaci pożyczek, kredytów, ale bez „banu branżowego”.

„Obecnie zdarza się, że właściciele biur podróży są skłonni zastawić hotel, obiekt, samochód pod zastaw kredytu, a i tak banki traktują ich jako grupę najwyższego ryzyka i nie udzielają pożyczek. Tylko zmiana podejścia banków (pod wpływem rządu) jest szansą dla branży turystycznej” – wyjaśnia.
Zaraz znikną setki tysięcy miejsc pracy

Część przedsiębiorców podkreśla, że najważniejsze jest zniesienie opłat na ZUS i podatków na trzy miesiące oraz dofinansowanie ze strony Skarbu Państwa do wynagrodzenia. „Sam nie udźwignę przez ten czas wypłacania ludziom wynagrodzenia, jeśli nie będę miał dochodów” – mówi Andrzej Grocholski.

„Umorzenie składek na ZUS i większe dopłaty do wynagrodzeń. Tylko to może nam pomóc przetrwać” – podsumowuje Marcin Wojnarowski i dodaje, że nie wyobraża sobie, aby rząd zostawił bez realnego wsparcia firmy zapewniające kilkaset tysięcy miejsc pracy.


mrot-tarcza-antykryzysowa-lifebelt-4148444-pixabay
Zdjęcie: Pixabay
Źródło: www.WaszaTurystyka.pl